
Co czułam wbiegając na metę?
„Czułam radość, ogromną radość, a zarazem ulgę, że mam to piekło już za sobą. Wiadomo, że Hawaje to najtrudniejsze i najcięższe ze wszystkich zawodów. Są tu najlepsi z najlepszych.
Od 32km musiałam zwalczyć w głowie strach. Przypominała mi się sytuacja z zeszłego roku. Bałam się, że nie dobiegnę, że zasłabnę. Przyjechałam na Hawaje z jednej strony spokojniejsza, bardziej doświadczona, a z drugiej miałam również swoje troski, które niosę od początku sezonu.
Dobiegając na metę odczułam radość nie do opisania i jednocześnie uczucie spełnienia. Ustanawiając nowy rekord wśród polskich kobiet na Konie-złamałam 10 godzin. Jeszcze wtedy nie miałam świadomości, która jestem dokładnie, ale wiedziałam że jestem w pierwszej dziesiątce.
Czy mogło być lepiej?
Ale z tego, co przepracowałam na treningach dałam z siebie 120%. Nic więcej ponad to, co wytrenowałam nie byłabym już w stanie z siebie dać na zawodach. Ani krztyny, nie było już żadnego marginesu.
Cały sezon przygotowawczy był bardzo trudny. Od wczesnej wiosny pojawiły się problemy zdrowotne, przeziębienia, przewlekłe stany zapalne, choroby.
W Nicei miałam podejrzenie przesunięcia kręgu, rezonans na szczęście wykazał, że to tylko przeciążenie. Musiałam przerwać treningi, dojść do siebie. Potem dokuczała mi nadal bolesność pleców. Wyjeżdżałam na 150 km trening, a po 90 km musiałam go już przerywać bo ból uniemożliwiał mi jego dokończenie.
We Frankfurcie zostawiłam swoje serce. Te zawody pochłonęły mnie kompletnie, wykończyły na skutek przeciążenia i przetrenowania.
W lipcu I sierpniu, pracowaliśmy z mężem w klinikach tylko we dwoje. Uciekło mi bardzo dużo treningów. Starałam się je nadrobić, udało się to dopiero we wrześniu kiedy zatrudniliśmy nowego lekarza w klinice. MIałam już wtedy świadomość, że bardzo dużo formy mi brakuje.
Bardzo pomocny był dla mnie wówczas Krzysztof Śmiglak. Poświęcił mi masę własnego czasu na przygotowania do Kony. Wspierał na treningach, pomagał w robieniu interwałów, motywował do pracy.
Czy któraś z płaszczyzn nie wyszła według naszych oczekiwań?
Zakładaliśmy, że pojadę lepiej rowerem, natomiast ostatnie 30 km pojechałam gorzej. Nie wiem czy powodem były myśli, które już skupiły się na przygotowaniu nóg do odcinka biegowego. Czy też był to problem odżywienia – czegoś nie dojadłam na końcówce roweru. A może powodem było zbyt mało treningów
i brak wytrzymałości, ktorej nie zdazylismy do konca zrobić, a to przez warunki pogodowe, a to przez problemy, o których wspominałam wcześniej. Trener przed zawodami powiedział mi, że sie martwi o moją wytrzymałość, której nie zdążyliśmy wypracować na takim poziomie, którego byśmy pragnęli.
Na pewno wyzwaniem było tegoroczne pływanie. Zmnieniono sytem wypuszczania zawodników na Rolling start – start falowy.
Byliśmy podzieleni na grupy wiekowe. Najpierw startowali mężczyźni, dopiero po nich kobiety. Kategorie wypuszczano co 5 min.
Ci którzy ruszyli jako pierwsi mieli najdogodniejsze warunki, ocean zmienia się bowiem z każdą minutą, fale przybierają na sile.
Grupa strartująca na samym końcu o 7:15, czyli UKUI , miała zdecydowanie trudniejsze warunki niż pierwsza, startująca o 6:50.
Odcinek biegowy był dla mnie najmniej kłopotliwy. Lekkie chwilowe zachmurzenie przynosiło momentami ulgę.
Za każdym razem Hawaje uczą mnie pokory, pokazują człowiekowi gdzie jest jego miejsce w szeregu. To są ogromnie trudne zawody, które wymagają mocnej odporności psychicznej. Przez ten jeden sezon zobaczyłam jak bardzo trudna jest to rywalizacja. Podsumowałabym to, tak przekornie, że świat przyspieszył trzykrotnie, a ja zaledwie trochę.
Ten start również nauczył mnie aby nie trzymać sztywno założenia, ale aby dopasowywać plan do siebie podczas trwania zawodów. Trzeba umieć czytać swoje ciało, aby nie zrobić sobie krzywdy.
